Zielona Góra. Pompa na kółkach.

Wczoraj w Zielonej Górze uroczyście przekazano strażakom nowe wozy bojowe. Także te na podwoziu mana, które dwa lata stały w garażach na kołkach. Sprzęt ten kosztował setki tysięcy euro i… stanowisko poprzedniego komendanta wojewódzkiego. – Nie czuję różnicy po tych przeróbkach – mówi Marcin Zajączek z zielonogórskiej jednostki, który jest kierowcą wozu na podwoziu mana. – Wiem, że samochody te uchodzą za pechowe, ale się tym nie przejmuję.

Mowa o trzech wozach gaśniczych na podwoziu mana, które wczoraj oficjalnie powróciły do służby. Z pięciu, które po raz pierwszy przekazano w 2001 roku zostały trzy. Po wypadkach okazało się, że nie miały atestów, co kosztowało stanowisko poprzedniego komendanta wojewódzkiego.

Mają atesty
Pechowe, dwuletnie many stanęły wczoraj, podczas przekazania sprzętu, obok sześciu nowiutkich średnich samochodów ratowniczo – gaśniczych na podwoziu stara. Podobnie jak many także stary zostały kupione ze środków unijnych przy udziale wojewódzkiego funduszu ochrony środowiska oraz samorządów lokalnych.
– Tych samochodów jestem pewien, mają wszystkie potrzebne atesty, są także już sprawdzone w naszych warunkach – mówi, pamiętając o losie poprzednika, lubuski komendant wojewódzki PSP Ryszard Dąbrowa. – Zresztą do tych nieszczęsnych manów także nie mamy już zastrzeżeń.
W samochodach dokonano zmian konstrukcyjnych. Przede wszystkim odciążono tylną oś, co zdaniem fachowców było główną przyczyną wypadków dwóch samochodów. Wbrew zasadom przeróbki i atest zostały zrobione na koszt strażaków, a nie producenta. Po dwóch latach służby (o ich kupieniu donosiliśmy w czerwcu 2001 roku) mają na licznikach kilkanaście tysięcy kilometrów.

Stare, ale jare
Historia manów była jedyną gorzką pigułką podczas wczorajszej uroczystości, na której stawili się w mundurach strażaków ochotników m.in. wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Andrzej Brachmański, i szef lubuskich ochotników wicemarszałek Edward Fedko. Był komendant główny PSP Teofil Jankowski i wojewoda. Wreszcie były strażackie orkiestry i kapelan, który samochody poświęcił.
Nowe samochody trafią do Gorzowa, Międzyrzecza, Świebodzina, Wschowy, Zielonej Góry i Żar. Z kolei wysłużone wozy z tych jednostek trafią do strażaków ochotników w Kaczenicach, Kłodawie, Rusinowie, Stołuniu, Siedlnicy i Kożuchowie.
– Wóz jest bardzo dobrze utrzymany chociaż ma 17 lat – cieszy się szef ochotników z Kożuchowa Czesław Młynarczyk. – Pewnie, że wolelibyśmy nowe, ale trzeba brać co dają.
Z nowego „podopiecznego” cieszy się także kierowca gorzowskiej jednostki PSP Andrzej Kowalski. Będzie jeździł nowym starem. Wóz jest bogato wyposażony i gwarantuje większy komfort załodze.

Wyższa technika
Jak z satysfakcją mówi R. Dąbrowa do pełni technicznego szczęścia strażakom lubuskim brakuje coraz mniej. Na 9 potrzebnych jeszcze samochodów z podnośnikami w przyszłym roku będzie można kupić 6. Do 6 ciężkich wozów przydałoby się dokupić trzy. Jak przyznają lubuscy strażacy premiuje nas bliskość granicy. Większość pieniędzy trafiła z przedakcesyjnych funduszy unijnych – Phare CBC.
– Lepiej by się zajęli naszym sprzętem podstawowym, hełmy, ubrania wołają o pomstę do nieba – sarkastycznie stwierdził jeden ze strażaków.
– I co do pożaru na piechotę byś latał? – spointował drugi.
Jednak strażacy opowiadali sobie raczej inną historię. Wczorajszej nocy zielonogórski wóz z podnośnikiem brał udział w akcji. Kobieta z płonącego budynku uciekła na dach, skąd strażacy ją ściągnęli. Dzięki nowoczesnemu pojazdowi.
– Na nich, kurcze, nie żal wydawać pieniędzy – stwierdził podziwiający pokazy sprawności strażaków zielonogórzanin.

DARIUSZ CHAJEWSKI
dchajewski@gazetalubuska.pl

Źródło: Gazeta lubuska
– http://www.gazetalubuska.pl